#6: Paul Simon „You can call me Al”

Od niecałego tygodnia jestem szczęśliwym posiadaczem kanału VH1 Classic. Wszystko, co słyszałem o nim, sprawdzam teraz na własnej skórze i potwierdzam – dawno nie czułem takiej frajdy oglądając telewizję muzyczną. Z jednej strony utwory znane, docierające przed laty na szczyty list przebojów, a z drugiej – sporo artefaktów, o których istnieniu wielu pewnie nie wie. Przykładowo, wiedzieliście że istnieje klip do „New moon on monday” Duran Duran? Albo pamiętacie „Flash” Queen? Podzielony obraz „Closing time” Semisonic? Sarah Brightman w wersji disco wraz z Hot Gossip? To wszystko tam jest.

Dwa dni temu VH1 Classic bardzo umiliło mi poranek przypominając przezabawne „You can call me Al”. Paul Simon był wtedy (1986) po nagraniu swojego afrykańskiego opus magnum „Graceland”, do którego promocji wyznaczył na początek „Ala” właśnie. Jednak efekty były mocno niezadowalające i komercyjnie, i artystycznie – Simonowi nie podobało się oryginalne wideo, będące zapisem występu w Saturday Night Live. Producent programu, Lorne Michaels, stworzył więc nową koncepcję, do której zaprosił jednego ze swoich protegowanych – będącego wtedy chyba u szczytu popularności Chevy Chase’a

I tu się zatrzymajmy na moment. Może mam mylne wrażenie, ale odnoszę wrażenie, że do niedawna bardzo w modzie było dewaluowanie Chase’a i jego dokonań. Że to nieutalentowany, nieśmieszny, toporny komik, któremu w karierze udało się tylko parę momentów. Tymczasem – tu miejsce na tag #wstydliwewyznania – ilekroć widzę w TV powtórkę filmów o przygodach rodziny Griswoldów, to nie mogę sobie odmówić kolejnego seansu. Nieco gorzej czas obszedł się ze „Szpiegami takimi jak my”, ale przy duecie Chase-Aykroyd nie może być mowy o kompletnej klapie. A jego występy w SNL? Ostatnio Chase wypłynął ponownie w „Community”, którego niestety jeszcze nie widziałem poza epickim odcinkiem o paintballu, ale i bez tego wiem, że to jeden z najlepiej ocenianych obecnie seriali komediowych. Cieszy mnie więc, ze Chevy dostał szansę udowodnienia na stare lata, że nie jest tak drewniany, jak się gdzieniegdzie o nim pisało.

W „Alu” Chase kapitalnie kradnie show Simonowi, brutalnie wcinając się jeszcze przed pierwszym wersem, gdy Paul zdążył nawet otworzyć usta do śpiewu. Co w tej sytuacji najlepiej zrobić? Wstać, wyjść, wrócić, wycofać się do chórków i chwycić za flet, saksofon, conga i bas? To też być może nauczka, żeby nigdy nie skupiać się na liderze, ale też patrzeć i słuchać, co się dzieje na drugim planie. Simon, niższy o głowę od Chase’a, może na początku dał się zdławić, ale potem brawurowo zawalczył o swoje i wywalczył równowagę. Z kulminacją startującą w 2:18. Co za taniec.

Do klipu, oprócz niezaprzeczalnej zabawy i słońca w najwyższej warstwie, wkrada się też kilka pozornie niezauważalnych smaczków – zwróćcie uwagę, co dzieje się ze szklanką Chase’a w 1:58 (przypomina się stół w „Tętnie pulsu”). Pod koniec teledysku można też przyłapać Simona na niekontrolowanym uśmiechu. I o to chodzi – atmosfera frajdy i wesołości tak mocno wycieka z telewizora/komputera, że po seansie mam ustawiony dobry humor na cały dzień. Dziękuję Ci, VH1.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii 80s. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „#6: Paul Simon „You can call me Al”

  1. graforoman pisze:

    Kto mówi, że Chase nie śmiesz? On jest genialny. Rola w „Szpiedzy tacy jak my” jest genialna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s