#15: psychodeliczne drzewa, depresyjna kreskówka, wymarzony senator

Bez zbędnego tłumaczenia się, po prawie dwumiesięcznej pustce tutaj, wracam. Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego wpisu, skieruję zainteresowanie na teledyski premierowe. Dziś trójka mroczno-melancholijno-humorystyczna.

Mastodon – Curl of the burl (2011)

Każdy, kto widział kiedyś okładkę płyty Mastodona, wie, że dla tego zespołu pojęcie „zbyt epicki” nie istnieje nie tylko w sferze muzycznej, ale też wizualnej. Królowie metalowego konceptualizmu w tym roku postanowili wydać album tematycznie lżejszy, pozbawiony przewodniej historii, ale na szczęście przelali mnóstwo swojego szaleństwa do oficjalnego klipu do Curl of the burl. Teledysk wymyślił perkusista Brann Dailor, wyreżyserował dyżurny reżyser Mastodona Robert Schober, a przy scenografii współpracował zapewne Chuck Testa.

Dość żartów – klip jest kapitalny. To psychodeliczno-lynchowska opowieść o pewnym mieszkańcu lasu (leśniczym? drwalu? czemu mieszka w przyczepie?), który próbuje urozmaicić swoją codzienną rutynę tak, jak robi to wielu młodych wykształconych znudzonych ludzi z wielkich miast. Z tą różnicą, ze mieszkając w środku Niczego, z braku odpowiednich dealerów jest zmuszony wykorzystać to, co ma pod ręką. Dzięki naturze funduje sobie moc doznań, wśród których nawet niewinna zabawa w teatrzyk cieni pokazuje nowe możliwości. Ale każda zabawa w końcu ukazuje swoje ciemne strony – w tym wypadku uruchamia w głównym bohaterze agresora, ruszającego w las z żądzą niszczenia. Wszystko skończy się gorącym spotkaniem z czterema pięknymi paniami drwalami oraz zespoleniem z naturą, nieco w duchu tego, co stało się z Thomem Yorkiem w There there.

W ramach bonusu: w oficjalnym kanale Youtube zespołu jest też dostępny drugi klip do Curl, zbierający przetworzone efektami ujęcia lasu. Nie robi takiego wrażenia jak oficjalny, tym niemniej ciekawi mogą zerknąć.

Oneohtrix Point Never – Replica (2011)

Danielu Lopatinie, wychodź z mojej głowy. Niedawno przypomniałem sobie o jednej z kultowych bajek dzieciństwa, sowieckiej wersji Kojota i Strusia Pędziwiatra. Wilk i Zając jawi mi się jako jedno z najbardziej hipnagogicznych wspomnień ery szczenięcej, bardziej niż fabułę kreskówki pamiętam jej otoczkę, kreskę, psychodeliczny klimat, kwaśną piosenkę z czołówki (autorstwa klasycznego kompozytora Tamása Deáka), grę w jajka..Przyczyna jest prosta – po upadku ZSRR, a przed Internetem, bezproblemowo mogłem oglądać w telewizji (zwłaszcza po tym, jak w moim telewizorze pojawiła się Cartoon Network) wielu bohaterów dzieciństwa, tylko nie Wilka i Zająca. Albo po prostu oglądałem niewłaściwe kanały.

W obrazku do Repliki Lopatin dokonał podobnego zabiegu, jak w muzyce ze swojej tegorocznej płyty – z wyrwanych z kontekstu skrawków przeszłości zbudował nowy twór. W tym wypadku wyszedł najsmutniejszy odcinek Wilka i Zająca, jaki widziałem. Świadomie – lub przypadkowo – wybrane najbardziej odrealnione, psych-chillwave’owe fragmenty kreskówki w zwolnionym tempie i połączeniu ze smutną pętlą fortepianu mocno szarpią za strunę, na której osadzona jest nostalgia. W tym wypadku wyjątkowo głęboka i być może zrozumiała tylko w tej części Europy, związana z erą dramatycznie inną od czasów obecnych. Choć pewnie sam Lopatin nie przewidział takiego efektu ubocznego, to ja jestem pewien, że Replica nie miałaby takiej siły, gdyby stała się soundtrackiem do reinterpretacji np. Toma i Jerry’ego. Pitchfork pisze w recenzji płyty OPN, że celem tej muzyki nie jest nostalgia sama w sobie, ale emocjonalny potencjał ukryty w tych dźwiękach – i to samo się dzieje w wersji wideo. 

Stephen Malkmus & The Jicks – Senator (2011)

Na koniec, żeby nie zostawić Was w podłym nastroju, retromania w wydaniu wesołym. Senator od razu kojarzy mi się z czasami, gdy Pavement wydawał płyty i kręcił znakomite teledyski (w tym jeden ze Spikiem Jonzem), a Jack Black nie grał jeszcze Guliwera. Klip na czasie nie tylko ze względu na wybory w Polsce (i nadchodzące w USA), ale po prostu dlatego, że opowiada o wartościach uniwersalnych. Politycy zawsze będą wciągać kokę, udawać miłośników dzieci, razić prądem siebie i innych i po prostu ściemniać. Nic z tym nie zrobimy, więc chociaż pośmiejmy się z tego, zwłaszcza, że klip stworzyli profesjonaliści – reżyserem jest piszący dla The Daily Show Scott Jacobsen. „A u Was biją Murzynów!”, a ja przypominam, że Malkmusa i Jicks będzie można zobaczyć 28 listopada w Katowicach.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii 10s. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s